Łączna liczba wyświetleń

środa, 25 maja 2011

Wirus akwarystyki

Autorem artykułu jest tomek zieliński



Każdy, kto choć przez chwilę stanął przed akwarium, zobaczył zamknięty w nim świat. Może było to w ogrodzie zoologicznym, gdzie zrobił na nas wrażenie czar mrocznego, wyśnionego, egzotycznego świata. Duże zbiorniki w ścianach, przed którymi przesuwali się ludzie, promieniowały w głąb ciemnego pomies...
Każdy, kto choć przez chwilę stanął przed akwarium, zobaczył zamknięty w nim świat. Może było to w ogrodzie zoologicznym, gdzie zrobił na nas wrażenie czar mrocznego, wyśnionego, egzotycznego świata. Duże zbiorniki w ścianach, przed którymi przesuwali się ludzie, promieniowały w głąb ciemnego pomieszczenia niebieskawym światłem.

Za ich ogromnymi szybami płynęły majestatycznie półksiężycowate, osobliwe w kształcie skalary. Rojnymi gromadkami młodzieży opiekowały się usiane diamentami pielęgnice. Wirowały, tańczyły rozsypując się w ruchu w tyralierę lub czatowały za skałami gromady fantastycznych, różnokształtnych wprost nie do opisania ryb. Przepiękna brzanka sumatrzańska stanowiła ozdobę zbiornika. Z czasem uleciały z naszej pamięci pojedyncze szczegóły, których w ich różnorodności nie mogliśmy przecież zapamiętać. Jednakże pozostało w nas wrażenie piękna tego bajecznego świata.

Przypomnieliśmy sobie o nim po latach, już przy zupełnie innej okazji. Już jako rodziców zaproszono nas do szkoły, do wzięcia udziału w lekcji naszych dzieci. Na parapecie okiennym sali klasowej stało starannie wypielęgnowane akwarium. Była lekcja biologii. Nauczyciel wyjaśniał dzieciom pojęcie instynktu i nawiązując poprzez akwarium do przyrody uczył, jak ją poznawać. Nieco później, oglądając film, zetknęliśmy się ponownie z tym światem. Ujrzeliśmy akwarium jako środek stwarzający nowe możliwości w badaniach naukowych. Ryby akwariowe dzięki swym rozrodczym zdolnościom, szybkiemu następstwu pokoleń, przyczyniły się do dokonania nowych odkryć i dalszego postępu w nauce. Kiedy indziej, w poczekalni gabinetu lekarskiego potraktowaliśmy jako dobrodziejstwo spokój i harmonię tego małego wycinka przyrody, gdy zapomniawszy o stanie naszego zdrowia oglądaliśmy świat żwawych, barwnych istot na łagodnym, uspokajającym tle zieleni roślin. Majestatycznie pływał wielkopłetw wspaniały, prawdziwy cud natury.

Budziła się w nas chęć posiadania nie tylko kwiatków na oknie, lecz także akwarium oferującego w wolnych godzinach chwile spokoju i wytchnienia. Powoli akwarystyka stawała się naszym hobby. Wyobrażaliśmy sobie jak przyjemnie jest ciesząc oczy tym obrazem wypoczywać, zbierać siły i zachętę do dalszej pracy. Wreszcie, gdy urzekł nas już ten świat, zasięgnąwszy rady u znajomych mających podobne zainteresowania, podjęliśmy decyzję: zostajemy akwarystami.
---

Nie narodziłem się, ja zostałem zesłany...


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brak komentarzy: